• Wpisów:1860
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:02
  • Licznik odwiedzin:124 762 / 3326 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Blogspot jest świetny - to chyba aktualnie najlepsza platforma blogowa. Ma mnóstwo zalet, dla których opuściłam pingera. Natomiast myślę o powrocie z dwóch powodów. Po pierwsze, na blogspocie jakoś nie sprawdzają mi się krótkie, kilkuzdaniowe wpisy - no jakoś mi nie wychodzą. Więc realizuję się krótkowpisowo na Fejsie, ale to nie jest TO, rozumiecie. A po drugie i ważniejsze - bardzo mi doskwiera na blogspocie brak opcji typu "wpis tylko dla znajomych". Mam tam około setki czytelników, ale nie o wszystkich sprawach mogę pisac, właśnie z powodu tego braku.
Więc sobie pomyślałam, żeby nie rezygnując z blogspota, wrócić równolegle tutaj. Ale też to i owo mnie hamuje. Bo tu przez ten rok jakoś brzydko się zrobiło :-( W kilku kwestiach, które wydają się niezmienialne mimo grzebania w ustawieniach:
1/ okropna czcionka przy robieniu wpisu - wielka, niezdarna, mało czytelna, przez swoją wielkość uniemożliwiająca ogarnięcie więcej niż osiem linijek wpisu, a przecież nie ma tu opcji "edytuj przed publikacją"
2/ pod wpisem, na brzydkim białym tle pojawiają mi się 2-3 pierwsze komentarze - nie można tego wyłączyć, a mi się to nie podoba, kiedyś tak nie było?
3/ o czym już przetoczył się tutaj chyba niezły flejm, mianowicie że komentarze pojawiają się "od najnowszego" i przestawienie tego nawet na poziomie ustawień nic nie daje.
4/ Nie widać najnowszych wpisów. Trzeba odświeżyć całą stronę.
5/ Jeszcze ciekawiej - po odświeżeniu widać ten wpis, ale nie widać poprzedniego, napisanego dzisiaj w południe!!!!

Czy ktoś w tych kwestiach coś może mi doradzić?
  • awatar rittus: ja wciaz tu jestem, aczkolwiek, wciaz mam wakacje ;)
  • awatar Embrion Mroku: mogę Ci doradzić tylko to, że po dyskusjach z administratorami pingera (a równie dobrze moglibyśmy sobie porozmawiać ze ścianą albo z oknem) staramy się ignorować. Podczas swojej nieobecności przegapiłaś ładną awanturkę, kiedy to postanowiono cenzurować brzydkie słowa i nawet "abstrahuje" było wykropkowane! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spokojnych świąt wszystkim życzę, i naprawdę zapraszam na blogspota. JA TU JUŻ NIE BĘDĘ PISAĆ - a tam jest opcja komentowania również dla niezalogowanych.
Pozdrawiam!
 

 
To czysty przypadek, że pierwszy wpis na pingerze był 17 listopada 2008, czyli prawie równo cztery lata temu

Niniejszym kończę działalność na pingerze i zapraszam na blogspota (co ujmę jeszcze raz w osobnym wpisie).

Będę was odwiedzać
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
No to jeśli ktoś chce sobie posłuchać - Cabin Pressure, odcinek 1.

A tu jest skrypt:

http://cabin-pressure.livejournal.com/10271.html
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jeżeli nie przestanę słuchać w samochodzie "Cabin Pressure", to spowoduję wypadek!

W życiu się tak nie śmiałam w aucie jak przez ostatnie kilka dni.

Spróbuję dzisiaj załadować tutaj jeden odcinek, a póki co, dla rozbudzenia apetytu:

AIR TRAFFIC CONTROLLER: Golf Tango India, I’m going to clear you to start after Golf Echo Echo.
DOUGLAS: Thank you Carl, ready to go after Golf Echo.
AIR TRAFFIC CONTROLLER: That’s Golf Echo Echo.
DOUGLAS: Sorry Tower, I thought the second Echo was an echo.
AIR TRAFFIC CONTROLLER: What?
DOUGLAS: I thought you said Golf Echo... echo. When in fact, you said Golf Echo Echo. That is to say, I thought the first Echo was Echo, and the second echo was an echo of Echo. Whereas in fact both Echoes were Echoes and neither echo was an echo.
AIR TRAFFIC CONTROLLER: Then perhaps I better put you right to the back of the queue, while you check your radio equipment, shall I?
DOUGLAS: Golf Tango India ready to follow Golf Echo Echo.
  • awatar the_dzidka: Muszę powiedzieć, że aczkolwiek BC jest w tym słuchowisku genialny, to jednak Douglas, czyli Roger Allam, bierze wszystko :)
  • awatar Caltha: dobre :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W pracy tez nie mam AdBlocka, i oto, co przed chwilą zobaczyłam:


Orta tu co prawda nie ma żadnego, ale dziżaskwajapierdolę, istnieją chyba jakieś granice (schrzanionego) fotomontażu?
  • awatar kura z biura: Wklejałam już tego pana :D Cudny!
  • awatar Lady Fennec: @tannat: Jasne, że się kojarzy!
  • awatar Gość: a tak na marginesie - czy ten mały nie kojarzy się wam z "my precious" i Gollumem? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

superkotek
 
dzidka
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Hm.

No cóż, nieco stremowana zapraszam:

http://dzidudzidu.blogspot.com/

  • awatar Kasitza: Lubię blogspota, już zaglądam.
  • awatar szprotessa: @the_dzidka: dla mnie nic, choć jesteś jedną z niewielu osób, dla których mam konto na pingu. Ale ja tam lubię cię wszędzie czytać :)
  • awatar the_dzidka: Pinger się zrobił za ciasny. Zaczęło mi przeszkadzać, że nie mogę sobie sformatować czcionki, dodać kolorów, w ogóle jakoś tak wąsko tutaj... Przez tych kilka lat mi to nie przeszkadzało, jak mini-blog, to mini-blog, ale teraz się tutaj duszę! Po prostu będziecie mnie nawiedzać tam, i cóż wielkiego? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Miałam prześliczny, ciepły sen o włoskiej patchworkowej rodzinie. Przy czym raz "oglądałam" go jak widz w kinie, raz byłam w nim sobą (polską przyjaciółką tej rodziny, zdaje się), a raz, uwaga, bomba, starszą panią, Nonną, która nieszczęśliwa we własnym małżeństwie została kochanką głowy rodziny, zaprzyjaźnioną z legalną żoną i biorącą udział w ich życiu. Były tez tam jakieś dzieci, w tym mała nieśmiała gruba dziewczynka, która miała mieć wyprawiane wielkie urodziny, w restauracji, i wokół tej uroczystości kręciła się prawie połowa snu. Był zbuntowany wnuk z czarnymi lokami prawie do pasa, i młodociany kochanek jednej z synowych, Agostino, noszący... frywolitkową czapeczkę!

Ogólnie klimat "Mine Vaganti", w Rzymie, choć architektonicznie ten Rzym bardziej Londyn albo Nowy Jork przypominał, ale to był Rzym

No i nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak wyraźnie zapamiętałam twarze śniących mi się osób, wszak wymyślonych przez mój umysł. Jeszcze teraz mam przed oczami Nonnę, dziadka, tę małą, zbuntowanego wnuka...
  • awatar rittus: @the_dzidka: ja sie przejmuje - cenie sobie wolnosc ;)
  • awatar the_dzidka: @rittus: A ja już się nie przejmuję :)
  • awatar rittus: ja nie opisuje smych snow, bo a nuz znajdzie sie jakis analizator snow i mnie do psychiatryka wysle ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nieemitowany pilot Sherlocka jest uroczy Niby to samo, ale wszystko zupełnie inaczej. I Sherlock nosi dżinsy!

"Nothing wrong with your house, Mrs Hudson, which is more than can be said for the dead serial killer on the first floor. Good news for London, bad news for your carpet."



I takiego ujęcia też w oficjalnych odcinkach nie było

  • awatar the_dzidka: Scena w restauracji faktycznie podoba mi się dużo bardziej niż oficjalna - "Angelo, a glass of white wine, QUICKLY!!!" :) W ogóle, sama restauracja przytulniejsza, a Angelo przypomina mi porucznika Montgomery Scotta. Kiedy się tak rozpromienił jak słoneczko, to podświadomie oczekiwałam, że zamiast wykrzyknąć "Sherlock!" zawoła: "Panie Spock!" Za to taksówkarz tak samo obrzydliwy i odrażający - co nie zmienia faktu, że zagrał genialnie. Ale kto tam NIE zagrał genialnie?
  • awatar Superkotek & Minions: IMO ten nieemitowany pilot jest o niebo lepszy od wyemitowanego i seria sporo straciła przez to, że poszli w nieco innym kierunku. Niech im będzie, byle by było dużo nowych odcinków i dużo serii. Ściskuchy Dzidko :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Telefon bardzo ciepły, parzący wręcz ucho, i padnięta bateria - po (urwanej wpół z powodu baterii) rozmowie z Paulinką na temat Benedicta
  • awatar rittus: chyba obejrze jeden odcinek, albo dwa, gdy znajde czas...
  • awatar the_dzidka: @kura z biura: Ja też raczej spod znaku "załatw sprawę i żegnaj", ale psychofaństwo i fangirl rządzi się nieco innymi prawami ;)
  • awatar kura z biura: A ja bym tak nie mogła niestety, długie rozmowy telefoniczne strasznie mnie męczą... (choć o Benedikcie nigdy nie próbowałam).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12909628,Biskupi_chca_matury_z_religii__Ksiadz__Episkopat_nie.html

Czarne dupska widzą, że tracą, tracą władzę, tracą poparcie wśród owieczek, i boją się. Ale zamiast wprowadzić zmiany, pokazać ludzką twarz Kościoła, sprawić, że owieczki będą chciały wrócić i być - chcą nachapać się, nazagarniać, napchać w majestacie prawa - póki jeszcze mogą.

Pewnie już nie za mojego życia, ale przyjdzie taki dzień, w którym powywieszają ich na latarniach. Mówię poważnie.

A jak to było na początku? "Dodatkowe, nieobowiązkowe zajęcia, na pierwszej lub ostatniej lekcji, niefigurujące na świadectwie, prowadzane przez nieopłacanych przez Państwo katechetów"?

Polski Kościół Kat źle skończy. Oby jak najszybciej.
  • awatar kura z biura: Czytać Boya, kurnać, czytać Boya! Już on, w dwudziestoleciu międzywojennym, pisał, ile szkód robi instytucjonalne nauczanie religii w szkołach i jak wielu ateistów dzięki temu z tych szkół wychodzi! ...a nie, biskupi Boya czytać nie będą, bo on był ZUY i popierał aborcję.
  • awatar the_dzidka: @Kasitza: Lekcje oraz matura religioznawstwa - OK. Mnie na szczęście religia w szkołach ominęła - ledwo chodziłam na tę salkową, ksiądz nie omieszkał mi powiedzieć, ile ja go zdrowia kosztowałam. Ksiądz był w ogóle super i naprawdę potrafił zainteresować nas tym, co mówił. Do dziś pamiętam, jak żegnając się z nami powiedział: - Moim zadaniem było pokazać ci drogę. A czy ty nią pójdziesz, to twoja sprawa, ponieważ jesteś człowiekiem wolnym. Na ironię zakrawa fakt, że o jego śmierci dowiedziałam się z telefonu słuchaczki do Radia Maryja.
  • awatar Kasitza: Jakby to była matura z zakresu religioznawstwa to czemu nie. Byłoby to na równi z historią sztuki i wiedzą o tańcu, które można teraz zdawać. A o czym jest przedmiot pt. religia to ja nie wiem, mimo że chodziłam na takie lekcje przez 12 lat.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Znalazłam w portfelu. Aj, jak mi się zatęskniło!

 

 
czyli najbardziej wkurzające zdanie w literaturze

W trzecim tomie (nieprawdopodobnie boskiej) Autobiografii Chmielewska opisuje jakieś spotkanie przy brydżu:

"Oni bronili robra, zalicytowali cztery bez atu, skontrowałam z nadzieją, że przeniosą się na kolor, zrekontrowali, rozgrywać miał Wojtek, Staszek wychodził. Z licytacji wyraźnie już wynikało, co kto ma, trzymałam trefle i było tylko jedno jedyne wyjście, które kładło ich bezapelacyjnie, mianowicie w waleta trefl. Król musiał być u gracza z prawej strony i normalny brydżysta wyszedłby w tego waleta, ale naprzeciwko mnie siedział facet, który o brydżu nie miał pojęcia i licytacja nic mu nie mówiła. Nawet pewnie nie pamiętał, że licytowałam trefle i nie rozumiał, co to znaczy. Siedziałam jak kamień, zrezygnowana, zastanawiając się, jaką głupotę on mi teraz wywinie i co zdołam zrobić. Nic, wezmą swoje i szlag mnie trafi…
Staszek wyszedł w waleta trefl.
Mało miałam w życiu równie wstrząsających chwil, nie wierzyłam własnym oczom. Leżeli bez czterech i szlag trafił Wojtka."

No i mnie trafia też, za każdym razem, kiedy czytam ten kawałek. Bo ja też nie jestem brydżystka i kompletnie nie rozumiem, jak i ten Staszek ("Staszek do końca nie zrozumiał, dlaczego to wyjście było takie rewelacyjne, wyszedł w cokolwiek najzupełniej bezmyślnie", dlaczego to wyjście było takie wstrząsające To znaczy meritum rozumiem, bo JCh tam w tym cytacie wyjaśnia, ale - no ale, nie jestem w stanie pojąć doniosłości faktu, i tego wyrazu zgrozy na jej twarzy, kiedy to mówi (pisze, ale to sobie wyobrażam). No i wielkie mi co, phi, w karty grali, jest z czego robić aferę? I w jakim to jest języku: "bronili robra, zalicytowali cztery bez atu, skontrowałam z nadzieją, że przeniosą się na kolor"?!

No ale ja z kart to wiem jedynie, że trzyma się je tymi różnymi rysuneczkami do siebie, a tą stroną, co dla wszystkich jest jednakowa - w stronę innych graczy
  • awatar Porcelina w potoku: W brydża kiedyś grywałam, choć nigdy nie przyswoiłam zasad do końca i siedziałam przy stole jako ta czwarta - ale chyba chodzi o to, że ów Staszek wyszedł w kolor, który ona chciała grać, czyli umożliwił jej rozegranie rozdania tak jak chciała. To było "wstrząsające" skoro ponoć nie wiedział co się dzieje. Tym bardziej, że przeciwnicy rekontrowali, czyli punkty liczyły się podwójnie czy po ileś tam. A bardziej w temacie - mnie tam nigdy nie przeszkadzają w książkach takie passusy, kiedy nie do końca wiem o co chodzi. Nie raziła mnie mnogość języków obcych w "Trylogii husyckiej". Byle by nie było tego za dużo, taki biały szum informacyjny jak dla mnie podnosi walor realistyczny.
  • awatar the_dzidka: I co to był cholerny "kotek w galarecie"!
  • awatar Żin: Podobnie o kartach pisze Samozwaniec. Zawsze mnie zastanawiało, czy tylko ona tak mówiła, czy rzeczywiście wszyscy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›